Gdy ośmioletnia córka Magdy oznajmiła rodzicom, że więcej mięsa jeść nie będzie – zareagowali spokojnie, choć nie bez zdumienia. Wysłuchali jej argumentów i postanowili wspierać, choć sami z mięsa nie zrezygnowali. Taka postawa częsta nie jest. Mięsożerni rodzice zazwyczaj uważają, że decyzja dziecka to fanaberia. Nie chcą wnikać w prawdziwe uczucia potomka.
– Moja „wegetariańska trauma” rozpoczęła się po przeczytaniu artykułu w „Na przełaj” pt. „Krowa to poemat” – wspomina Krystyna Romanowska, dziś dziennikarka, wówczas nastolatka. – Autor artykułu wyłożył w nim kompletną ideologię wegetarianizmu, dołączył też drastyczne opisy pochodzące z instrukcji uboju zwierząt.
Nastoletnia Krystyna dowiedziała się z artykułu, że fermy zwierząt to w zasadzie fabryki śmierci, w których kury, gęsi i świnie doprowadza się do krytycznego, grożącego śmiercią stanu, ale pożądanego do uboju. Są utuczone, po prostu chore, ale za to wystarczająco ciężkie, by zarobić na każdym dodatkowym gramie ich mięsa.
Dokopuję się do archiwów „Na przełaj”. Już sam wstęp robi wrażenie: „Jesteśmy cmentarzyskami pomordowanych zwierząt – tymi słowami rozpoczyna się stara Pieśń Pokoju. Tak jak zjadamy ciała zwierząt, moglibyśmy równie dobrze zjadać ciała ludzi – trzy wieki przed naszą erą »zaproponował« grecki filozof Diogenes. W XX wieku George Bernard Shaw oświadczył: »Zwierzęta są moimi przyjaciółmi... a ja nie jadam swoich przyjaciół, Jezus zaś powiedział wyraźnie: ...kto zabija, zabija samego siebie, a ktokolwiek spożywa ciało zabitych zwierząt, spożywa ciało śmierci«”.
Krystyna zatem postanowiła: – Basta: ryż i fasolka. Moja mama przyjęła to ze zdziwieniem, ale myślała, że mi przejdzie, ojciec śmiał się, ale się nie wtrącał. Mama najpierw myślała, że może uda jej się mnie oszukać, więc gotowała zupę na mięsie, a mi podawała bez kawałków mięsa, uznając, że to zupa bezmięsna. Byłam oburzona, więc zaczęłam gotować sobie sama.
Potem Krystyna wyjechała na studia do innego miasta, a gdy wpadała do rodzinnego domu w odwiedziny, mama specjalnie dla niej gotowała zupę na maśle, która o dziwo, wszystkim zasmakowała. Obawa o zdrowie córki została w mamie do dziś. – Wciąż powtarza: „Zjedz mięso, bo zasłabniesz”. Najważniejsze, że moje przejście na dietę bezmięsną obyło się bez awantur i trzaskania drzwiami, musiałam tylko w spokoju znieść milczące spojrzenia i trochę przytyków.
Suwerenna sześciolatka
Wstrząs literacki, a co za tym idzie świadomościowy, przeżyła też 6-letnia wówczas Marta, córka Magdy Wosik, redaktorki portalu internetowego dla kobiet, gdy ponad dwa lata temu w piśmie dla dzieci „ABECADŁO” przeczytała artykuł o zwierzętach domowych – po co się je hoduje: kury dla jaj, krowy dla mleka, a świnki dla mięsa. – „Jak to dla mięsa” – zapytała mnie Marta – opowiada Magda. – „Czy świnia potem żyje?”. No i wyszło, że nie żyje… Myślałam, że jej decyzja o niejedzeniu mięsa potrwa dwa, trzy dni, bo uwielbiała kotlety schabowe. Ale się zaparła. I tak to trwa już ponad dwa lata.
Magda do decyzji Marty podeszła spokojnie. – To jest jej suwerenna decyzja sześciolatka. I pewnie podejmuje ją każdego dnia – mówi Magda. Nie zmusza jej do jedzenia mięsa, nie przekonuje, nie przemyca. Mało tego – zabrania przemycać i namawiać innym, a chętnych, zwłaszcza wśród wujków, ciotek, dziadków i babć nie brakuje. Ośmioletnia dziś Marta zawsze pyta pań w szkolnej kuchni, czy obiad przygotowany był na mięsie. – Zabraniam paniom kłamać, co z uporem usiłowały robić – opowiada Magda. – Gotujemy dla niej bez mięsa, karmimy soją, fasolą, orzechami. Najgorzej było z dziadkami. Zwłaszcza mój ojciec przy każdej wizycie, spotkaniu przytacza opinię jakiegoś profesora, autorytetu z telewizji śniadaniowej, jakoby mięso było niezbędne. Doszło już do tego, że moje dziecko z paniką w oczach wyjeżdżało z dziadkami na wakacje, ale stanowczo zażądałam, gdy Marta nie słyszała, by temat mięsa przestał się pojawiać. I jakoś się udało. Gdy jechała na obóz, paniom wychowawczyniom też musiałam tłumaczyć, że akceptuję wolę mojej córki i proszę, by i one zaakceptowały jej niemięsożerność. WSZYTKIM trzeba mówić wręcz, żeby się odczepili i nie namawiali dziecka, nie knuli, nie zmuszali i nie oszukiwali. Ciężka sprawa… Każdy wie lepiej, że „mięso jest zdrowe i potrzebne”.
Aby korzystać z Mojego Konta zaloguj się lub zarejestruj!
Zawsze najświeższe informacje! Nowe opinie na interesujące Ciebie tematy. Zapisz się na newsletter.