Zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo będziemy za chude, za grube, za blond, za czarne, za głupie, za bardzo przemądrzałe, za pewne siebie... itd. Zawsze. Gdybym chciała zadowolić każdego, to bym zwariowała. Przecież ja też nie każdego lubię. Taki jest świat. Zresztą krytyka nie zawsze jest zła.
Wspominała pani o planach i marzeniach...
Marzę o podróżach, np. do Indii, Izraela, Japonii, Brazylii czy USA. Chciałabym polecieć do Stanów i przejechać je samochodem, zaczynając od Nowego Jorku, a kończąc na San Francisco. Marzy mi się taki bezkres, samochód i podróż z moją rodziną.
Lubi pani aktywnie wypoczywać?
Powiem tak – nie jestem miłośniczką chodzenia po górach. Kocham morze, ale nie potrafiłabym leżeć w bezruchu na plaży przez dwa tygodnie. Wolę wybierać takie miejsce, gdzie mogę się i trochę poopalać, i trochę popływać, i trochę pozwiedzać. Lubię nowe miejsca, próbować nowe potrawy, spotykać nowych ludzi.
Jak pani dba o swoją kondycję i o swoją urodę?
Jak każda kobieta lubię wyglądać dobrze. Ale nie należę do osób, które codziennie nakładają maseczki albo chodzą regularnie do kosmetyczki. Nie wierzę w magiczne klepanie twarzy, które ma sprawić, że skóra będzie jędrniejsza. Wcześniej czy później skóra i tak obwiśnie i pojawią się zmarszczki. Wolę zainwestować w dobry krem. Czasami chodzę na siłownię, jak znajdę wolną chwilę – to najlepszy sposób na wyrzucenie nadmiaru emocji. Oprócz tego bardzo dużo chodzę i spaceruję. Można mnie bardzo często spotkać w parkach z moim synem. To jest dla mnie największa przyjemność. Stworzyłam sobie swój świat, swoją rodzinę i najchętniej właśnie tam wracam.
Od kiedy urodził się pani syn, nie tęskni pani za wolnością?
To zabawne, ale ludzie mnie bardzo często pytają, czy i jak zmieniło się moje życie pod wpływem macierzyństwa. Moje życie się nie zmieniło. Nadal lubię wychodzić z mężem do kina, na przyjęcie, a z koleżankami na wino. Ale wszystko ma swoje granice. Etap ciągłych imprez i szalenia mam już dawno za sobą. To było kiedyś, w trakcie studiów. Teraz prowadzę higieniczny tryb życia. Czuje się z tym dobrze. Nie czuję się w żaden sposób ograniczona. Myślę, że znalazłam swój własny klucz do udanego związku i życia rodzinnego.
Zdradzi pani, jaki jest ten sekret?
Żeby związek był udany, każdy musi mieć swój świat. Ja mam swój świat, mój mąż ma swój świat i mój syn ma swój świat. Ale mamy też wspólny świat. Ja nie mam potrzeby wisieć ani na mężu, ani na dziecku i żyć ich życiem. Każdy ma swoje własne życie. Może właśnie dlatego tyle lat ze sobą jesteśmy?!
Aby korzystać z Mojego Konta zaloguj się lub zarejestruj!
Zawsze najświeższe informacje! Nowe opinie na interesujące Ciebie tematy. Zapisz się na newsletter.