Portal Świat Zdrowia:
| Rejestracja

Sekcje tematyczne

  Świat Zdrowia
Świat Kardiologii i Diabetologii
Kardiologia
Diabetologia
Opublikowany: 2011-01-31
Lubię słodycze
Michał Adaszewski

O szklance wody z cytryną pitej przed śniadaniem, gwarku posługującym się bardzo niecenzuralnym językiem i celebrowaniu rodzinnych posiłków.

Lubię słodycze

Czy modyfikuje pani dietę pod kątem pór roku? Może zimą realizuje pani jakieś specjalne dietetyczne zalecenia?

 

Raczej nie. Moje menu dyktowane jest dostępnością produktów. Zimą raczej trudno o arbuzy, więc rezygnuję z mojej ulubionej sałatki. Sięgam wtedy po bardziej odżywcze dania, uwielbiam humus, makaron z owocami morza i kurczaka curry, którego doskonale przygotowuje mój chłopak – z mnóstwem kiełków.



A pani sama przygotowuje coś poza wspomnianym jogurtem?

 

Tak, choć coraz rzadziej. Najczęściej kiedy zapraszam do siebie gości. Zwykle jednak obowiązki kulinarne przejmuje mój chłopak, który na szczęście lubi gotować i robi to wspaniale. Jestem też fanką zup mojej mamy. Mam zazwyczaj spory zapas jarzynowej, ogórkowej i pomidorowej, więc mam co odgrzewać.



Słodycze?

 

Zwykle mam w domu ich zapas. Sięgam po nie, kiedy mam ochotę.



W momentach chandry?

 

Po prostu lubię słodycze. Wafle posmarowane kremem czekoladowym, szarlotkę, placek z rabarbarem mojej mamy, ciasto makowe, ciasta od Magdy Gessler... Być może rzeczywiście jem je częściej w momentach smutku. Tyle że ja rzadko je miewam. Nawet niepowodzeń nie rozpatruję w kategorii porażki. Staram się przekuwać je w pozytywną wartość.

 

 

Także niepowodzenia zawodowe?

 

Typową dla tego zawodu rywalizację traktuję jako pretekst do pracy nad sobą, samodoskonalenia i rozwoju. Nie konkuruję z innymi, a staram się po prostu wypaść jak najlepiej. Kiedy np. na zdjęciach próbnych odpadam, dla mnie znaczy to jedynie, że byli lepsi. A od lepszych należy się uczyć.



Nie pojawia się smutek ani złość, kiedy pani wymarzoną rolę dostaje ktoś inny?

 

Oczywiście, że jest smutek. Ale złość? Mogę być zła jedynie na siebie, że za słabo się przygotowałam. Nie jest to jednak uczucie deprymujące, a raczej mobilizujące. Nie mam zwyczaju użalać się nad sobą ani narzekać.

 


Jednak na swoim blogu pisze pani, jak bardzo nie znosi poniedziałku...

 

To prawda. W weekend, o ile to możliwe, staram się nie pracować. Po dwóch dniach wypoczynku bardzo trudno wraca się do normalnego porządku, a ja na dodatek nie lubię rano wstawać. Jestem typem leniucha. Za to czwartek to dla mnie dzień z perspektywami, mam za sobą 3 dni pracy, a już za chwilę czeka mnie wspaniały wypoczynek. To wtedy zaczynam planować wszystkie miłe rzeczy, które zrobię w weekend.



Co panią relaksuje?

 

Lubię czas, kiedy nie muszę odpowiadać na tysiące SMS-ów.

 

 

A sport?

 

Dużo spaceruję. W weekendy w miarę możliwości odstawiam samochód. Zimą wybieram łyżwy i narty. W ogóle uprawiam dużo sportu. To zasługa taty. Dbał o cotygodniową dawkę ruchu. Latem były to górskie wycieczki, zimą narty i sanki. Nie było mowy o niedzieli przed telewizorem. Czasem byłam zła na tatę, ale teraz doceniam to, że zaszczepił we mnie bakcyla sportu. Dzięki niemu dziś żyję aktywnie – biegam, chodzę na siłownię. I być może gdyby nie to aktywne dzieciństwo nie wzięłabym udziału w „Tańcu na lodzie”.



Tata zaszczepił w pani umiłowanie sportu, a mama? Czy była dla pani wzorem kobiety?

 

Nadal jest. Mama jest bibelociarą, gadżetowcem, jak ja to nazywam. To przez nią mój dom jest pełen rzeczy przywiezionych z różnych stron świata. Po mamie odziedziczyłam poczucie estetyki i dbałość o szczegóły. Stąd mam w domu prawdziwą kolekcję butów, torebek i wszelkich dodatków.



Ale takie gromadzenie wokół siebie rzeczy mogłoby wskazywać, że mocno się pani przywiązuje do miejsc, a tymczasem ma pani za sobą kilka przeprowadzek z miasta do miasta.

 

Zawsze czułam, że Warszawa jest miastem dla mnie. W Krakowie dusiłam się. To jest małe środowisko. Jeden drugiemu siedzi na głowie. To miasto idealne na weekendowy wypad, kiedy po prostu chcesz się przejść uliczkami, wpaść na kawę czy herbatę. Mieszkałam w Krakowie sześć lat, ale dopiero w Warszawie poczułam się u siebie. To miasto, które pozwala na anonimowość. Miejsce, gdzie czuć życie, tempo.



Większość aktorów, z którymi rozmawiam, twierdzi, że Warszawa to najbrzydsze miasto, jakie znają.

 

Nie zgadzam się. Uważam, że to bardzo ciekawe miasto.

 


Lubi pani spacerować po Warszawie?

 

Uwielbiam. Jutro jestem umówiona na wieczorny spacer. Najlepiej nadaje się do tego park Skaryszewski i Łazienki. W tych ostatnich często karmię wiewiórki.


Dodaj do: Facebook Twitter Blip Flaker Pinger Wykop Śledzik

Chcesz wyrazić swoją opinię? Dodaj komentarz

Zasady dodawania komentarzy
Nick/pseudonim: Gość
Chcesz używać stałego nicka? lub Zarejestruj

Pozostało znaków: 5000

Zasady dodawania komentarzy Zasady dodawania komentarzy


1. Komentarze mogą dodawać zarówno zalogowani, jak i niezalogowani użytkownicy.

2. Wszystkie komentarze podlegają moderacji. Wpisy naruszające regulamin serwisu zostają usunięte i nie podlegają publikacji w portalu.

Moje kontozwiń

Aby korzystać z Mojego Konta lub zarejestruj!

Newsletter

Zawsze najświeższe informacje! Nowe opinie na interesujące Ciebie tematy. Zapisz się na newsletter.