Od początku istnienia kina opromieniały je swoim blaskiem i urodą. Bez nich byłoby ono jak niebo bez gwiazd.
Gwiazdy cokolwiek bardziej śmiertelne
Epokę klasyczną amerykańskiego kina z epoką, w której gwiazdy zstąpiły z boskiego panteonu, łączy Taylor, jedna z ostatnich wciąż żyjących legend Hollywood. Do roli Virginii Woolf przytyła i zbrzydła, gdyż kino przestawiło się na bardziej naturalne metody grania, takie, w których wiarygodność i realizm były ważniejsze od nieskazitelnego wyglądu. Na ekranie pojawiły się kobiety żądne przygód i aktywistki, ale wciąż niepozbawione seksapilu. Tym razem jednak – gdyż Kodeks Haysa przestał obowiązywać – demonstrowanego już bardziej bezpośrednio.
W latach 60. wyobraźnię mężczyzn rozpalały więc Ursula Andress, która w białym bikini wyłaniała się z morza niczym Venus, i Raquel Welch, która perfekcyjną figurę ozdobiła najbardziej seksownym i skąpym przyodziewkiem z epoki kamienia łupanego. Jane Fonda jako Barbarella po dziś dzień nie ma rywalek wśród filmowych kosmitek. Nosząca charakterystyczną fryzurę Farah Fawcett przysporzyła fryzjerom setek klientek pragnących wyglądać jak słynny Aniołek Charliego. Jej francuska koleżanka Brigitte Bardot spopularyzowała koński ogon i grzywkę oraz stanik zwany bardotką i nauczyła kokietki wydymać usta w kapryśny sposób. W tym samym czasie w przaśnym PRL-u namiętna Kalina Jędrusik odważnie ujawniła światu, że i w polskiej kobiecie kryje się seks.
Lata 80. i 90. także mają swoje wielkie heroiny. Należą do nich Sharon Stone, która zapoczątkowała modę na nienoszenie majtek, Kim Basinger, która połączyła seks ze spożywaniem oliwek, miodu i mleka, oraz Julia Roberts, która truskawki zapijała szampanem.
Bohaterki naszych czasów
Obecnie także nie brakuje pięknych i zmysłowych kobiet, jak Angelina Jolie, Penelope Cruz czy Scarlett Johansson, ale nie są to już gwiazdy tamtego formatu i niewiele z nich pozostawi po sobie taką pamięć jak ich poprzedniczki. Nie te czasy, nie te role. Zdaniem feministki Diane Purkiss z Uniwersytetu w Oksfordzie współczesne bohaterki filmowe są głupsze, mniej wielowymiarowe i interesuje je głównie wygląd, zakupy i polowanie na facetów. Dodać do tego można, że zanikła sztuka wyrafinowanego uwodzenia, bo zdobywanie mężczyzny odbywa się teraz w znacznie bardziej uproszczony sposób. Nastawione na mało wymagającego dwudziestoparoletniego widza płci męskiej kino daje zatem kobietom niewielkie pole do popisu.
Aby korzystać z Mojego Konta zaloguj się lub zarejestruj!
Zawsze najświeższe informacje! Nowe opinie na interesujące Ciebie tematy. Zapisz się na newsletter.