Do kategorii science-fiction należy marzenie, aby nie imały się nas żadne choroby. Powie ktoś: to marzenie ściętej głowy. Przecież ludzkość chorowała od zawsze. Co więcej, panuje opinia, że choroby będą nam towarzyszyć do końca świata. Rzecz tylko w tym, jakie choroby…
Ale dość tych morskich i science-fiction rozważań. Zapytacie Państwo, a co to ma wspólnego z medycyną? Właściwie nie ma nic wspólnego – może poza jedną sprawą – samego science-fiction. Do kategorii science-fiction należy marzenie, aby nie imały się nas żadne choroby. Powie ktoś: to marzenie ściętej głowy. Przecież ludzkość chorowała od zawsze. Co więcej, panuje opinia, że choroby będą nam towarzyszyć aż do końca świata. Rzecz tylko w tym, jakie choroby.
Bo i choroby przez wieki zmieniały się: jedne potężniały z upływem wieków, jak czarna ospa, dżuma, choroby weneryczne, trąd, cholera – zanim znaleziono nań skuteczne lekarstwo. Choć były i takie, na które w minionych wiekach nie znaleziono żadnego remedium, a jednak choroba… zniknęła na zawsze. Kto dziś wie (może poza historykami medycyny), że parę stuleci temu Europę gnębiły groźne „poty angielskie” (sudor anglicus), nazwane tak, gdyż pojawiły się w Anglii po raz pierwszy w 1486 r. Choroba ta miała kilka nawrotów w latach 1507, 1518, 1529 i po raz ostatni w 1551 r. Z wyjątkową gwałtownością szerzyła się w 1529 r., zabierając wiele tysięcy ofiar. Objawiała się występowaniem wysokiej gorączki, dreszczami, kołataniem serca, bólem głowy, mrowieniem skóry, nieprzyjemnym fetorem z ust, a kończyła się zlewnymi potami i najczęściej zejściem śmiertelnym. Co istotne i zagadkowe – nigdy nie udało się stwierdzić przyczyn jej powstania. Czy może się nagle pojawić znowu? Nie ma na to konkretnej odpowiedzi.
Pokonano zaś wiele innych groźnych chorób (niektóre wymieniłem powyżej), a to za sprawą całej plejady uczonych badaczy, których nie sposób wymienić, niemniej najbardziej świecą nazwiska Ludwika Pasteura (wynalazł szczepionkę przeciwko wściekliźnie), Paula Ehrlicha (lek przeciw kile) czy Aleksandra Fleminga (odkrywcę pierwszego antybiotyku – penicyliny). Penicylina była jeszcze nie tak dawno lekiem niemal na wszystko, jak ów teriak wymyślony przez Andromacha w I wieku n.e., który dotrwał do początków XX w. (we Francji). Dziś lekarze do penicyliny podchodzą z dużą rezerwą i raczej unikają jej, żeby nie posłać pacjenta na łono Abrahama (chodzi o wstrząs anafilaktyczny, często niebezpieczny dla człowieka).
Co zaś najgorsze, ludzkość nadal walczy z wieloma innymi chorobami, na które nie ma lekarstwa, jak choćby choroby nowotworowe, AIDS, HIV, zakażenie wirusem Ebola i najświeższa światowa sensacja – wirus AH1N1. Czy ten ostatni da się we znaki, jak ta hiszpanka z lat 1918-1919, grypa rozpoczęta w Hiszpanii, która rozprzestrzeniła się na inne kraje europejskie, powodując około 20 mln ofiar śmiertelnych? Któż to może wiedzieć? Wiara, że człowiek kiedyś pozbędzie się chorób wszelakich jest mrzonką. I właśnie marzeniem w rodzaju science-fiction.
Aby korzystać z Mojego Konta zaloguj się lub zarejestruj!
Zawsze najświeższe informacje! Nowe opinie na interesujące Ciebie tematy. Zapisz się na newsletter.