Pełna afrykańskiego słońca marokańska kuchnia zaliczana jest do najlepszych na świecie. Nie ma tam książek kucharskich, ponieważ wciąż żywa jest tradycja ustnego przekazywania przepisów, które są znane od stuleci. Przepisy te odzwierciedlają dziedzictwo kulturowe świata arabskiego.
Sałatki na suku
Następnego dnia idę na suk, czyli plac targowy, przekonać się, czym handlują mieszkańcy. Zdumiewa mnie różnorodność i obfitość towarów. Kobiety przyrządzają pyszne sałatki, np. z marynowanych buraczków. Sześć obranych i pokrojonych w cienkie krążki buraków, dwa ząbki siekanego czosnku; wykładają na folię aluminiową, przyprawiają dwiema łyżkami oliwy z oliwek, jedną octu winnego, pietruszką i cukrem, robią mały pakunek i pieką około 45 minut. Uczą mnie też, jak zrobić sałatkę z marchewki i kminku. Na tę słynną marokańską surówkę potrzeba około kilograma startej marchwi, łyżki kminku, trzech łyżek oliwy z oliwek i soku z dwóch cytryn.
Harira w Marakeszu
Opuszczam Szczęśliwą Dolinę i kieruję się w stronę Marakeszu. Uwielbiam to miasto z placem Dżema el-Fna. Przez okrągły rok, siedem dni w tygodniu, od siedemnastej pojawiają się na nim ciężarówki-kramy, które zamieniają to miejsce w wielką restaurację pod gołym niebem. Jedyny taki plac na świecie, wpisany został na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO. W tej olbrzymiej restauracji karmią świetnie. Warto przed wizytą tam pościć przez cały dzień. Ucztę zaczynam od hariry - zupy z bobu, z makaronem i soczewicą. Podaje się ją z szabaką, czyli ciastem w miodzie. Do tego suszone daktyle. Wspaniałe jest to połączenie dwóch elementów słodyczy i gęstej zupy. To miejsce pobudza apetyt przez dobiegające zewsząd aromaty przypraw, smażonych potraw, zapach świeżych ryb, woń kotlecików z mielonej jagnięciny i wszechobecnej mięty.
Skarby oceanu
Ostatni etap mojej wyprawy wiedzie nad Ocean Atlantycki, jakieś 1500 kilometrów na południe od Marakeszu. Docieram do odciętej od świata osady rybaków. Ich kuchnia bogata jest w ryby i owoce morza. Połów zaczynają o szóstej rano. Mieszkańcy osady należą do niewielkiej społeczności zawodowych rybaków. Mieszkają tu odcięci od rodzin prawie jedenaście miesięcy. Cały połów sprzedają wspólnie - to zasada tej małej społeczności. Każdego dnia zjawiają się hurtownicy, którzy dobrze płacą za świeżutkie skarby morza. Przed odjazdem wybieram się wędkować, gdzie wody mienią się czystym, modrym błękitem.
Aby korzystać z Mojego Konta zaloguj się lub zarejestruj!
Zawsze najświeższe informacje! Nowe opinie na interesujące Ciebie tematy. Zapisz się na newsletter.