„Święty ogień” – Sacer Ignis, także „ogień św. Antoniego” – Ignis Sancti Antonii, to ciężkie zatrucie sporyszem występujące głównie w średniowieczu i przypominające w początkowym stadium inną groźną chorobę – trąd (Lepra).
Epidemia się rozprzestrzenia
Dokuczliwość i epidemiczność choroby, zwanej „świętym ogniem”, sprawiły zapewne, że w roku 1093 papież Urban II założył w Vienne w Delfinacie (w południowo-wschodniej Francji) zakon religijny, którego zadaniem było leczenie takich chorych. Co ciekawe, wrota tego klasztoru, w którym założono szpital dla chorujących na „święty ogień”, miały być pomalowane na kolor ognistoczerwony. W niektórych zaś kronikach średniowiecza można spotkać wzmianki, że w opactwie w Vienne znajdowały się wyschnięte czarne kończyny chorych, którzy zmarli na „święty ogień”.
W XVI w. choroba traci swój nagminny charakter i coraz rzadziej wspomina się o niej. Natomiast miejsce „świętego ognia” poczyna zajmować tzw. „rojnica”, polegająca prawdopodobnie na łagodniejszej postaci zatrucia sporyszem (na skórze kończyn występowały objawy drętwienia i mrowienia, jakby rojenia się mrówek, stąd „rojnica”). Niemniej koniec XVI w. przynosi ponowne doniesienia o epidemii zatrucia sporyszem (w 1581 r. w Lűneburgu i w roku 1590 w Sudetach). Należy też wspomnieć, że „Kroniki” wydziału lekarskiego w Marburgu określały „święty ogień” jako „rojnicę” lub przewlekłą zarazę, której przyczyną było spożywanie „zepsutego” (czyli po prostu zakażonego sporyszem) chleba.
W 1676 r. Thuillier, lekarz przyboczny księcia Sully, ogłosił w „Journal des Scavans”, że na podstawie doświadczeń w karmieniu ptactwa stwierdził, że przyczyną zachorowań na „święty ogień” był sporysz (Secale cornutum). Ostatnie wybuchy epidemii zatrucia sporyszem o poważnych rozmiarach miały miejsce pod koniec XVII i na początku XVIII w. w Niemczech, we Francji i na Węgrzech. W Anglii opisywano tylko pojedyncze przypadki zatrucia sporyszem. A w XIX w. zatrucia sporyszem w Europie notowane były tylko w Rosji.
Na koniec aż niewiarygodną staje się sprawa, że sporysz – jakby nie patrzeć – trucizna, wszedł do lecznictwa już w XVI stuleciu. W 1588 r. Wendelin Thallius stosował sporysz jako środek tamujący krew. Podobnie J. Camerarius stosował sporysz przy krwawieniach w czasie porodów (zresztą na bazie alkaloidów sporyszu w XX w. sporządzono skuteczny lek – Ergotaminum tartaricum, stosowany w położnictwie w krwawieniach połogowych po wydaleniu łożyska. Paracelsus miał rację, kiedy powiedział, że „wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Tu decyduje wielkość dawki”.
Bibliografia:
1. Muszyński J., Farmakognozja, Warszawa 1959, s. 609.
2. Szczurkowski M., Święty Ogień [w:] „Biuletyn Informacyjny” POLFY, 1968, nr 7, s. 222-223.
3. Szumowski W., Historia medycyny, Warszawa 1961, s. 217-218.
Aby korzystać z Mojego Konta zaloguj się lub zarejestruj!
Zawsze najświeższe informacje! Nowe opinie na interesujące Ciebie tematy. Zapisz się na newsletter.