Portal Świat Zdrowia:
| Rejestracja

Sekcje tematyczne

  Świat Zdrowia
Świat Kardiologii i Diabetologii
Kardiologia
Diabetologia
Opublikowany: 2011-03-02
Kategoria: Styl życia
CZŁOWIEK NIE JEST WINIEN SWOJEJ CHOROBIE - KATARZYNA GROCHOLA
Agata Domańska
Aktualnie czytasz: CZŁOWIEK NIE JEST WINIEN SWOJEJ CHOROBIE - KATARZYNA GROCHOLA
Chorobę można zatrzymać
Choroba odmienia życie

Katarzyna Grochola nie uważa się za celebrytkę, choć jej nazwisko zna chyba każdy. Wywiad? Niechętnie… Ale kiedy słyszy, że rozmawiać będziemy m.in. o nowotworze i o tym, że można z nim wygrać – zmienia zdanie. Bo sama to przeżyła.

CZŁOWIEK NIE JEST WINIEN SWOJEJ CHOROBIE - KATARZYNA GROCHOLA

Jak się czuje człowiek, który słyszy słowa „ma pani raka”? To chyba najtrudniejsza chwila…


Byłam tak przerażona, że nie pamiętam, bym cokolwiek czuła. W ogóle niewiele pamiętam. Zdaje się, że zasłabłam na ulicy. Pamiętam jakichś ludzi i samochód, którym podwozili mnie do domu… A to były inne czasy, wtedy nie było tylu aut ani zwyczaju pytania kobiety na ulicy, czy nie potrzebuje transportu. Ale najgorszy czas to okres między pobraniem wycinków do badania a ostatecznym potwierdzeniem diagnozy.



To oczekiwanie…

 

Kiedy jest już diagnoza, można stanąć wobec czegoś, podjąć jakieś decyzje. Niepewność była zabójcza. Ja chyba najgorzej znoszę niepewność; kiedy przeczuwam, że coś się dzieje, ale jeszcze nie wiadomo, z czym  – z miłością, zdrowiem, bliskimi? Jak człowiek wie, to może albo zamknąć oczy i udawać, że to nieprawda, albo je szeroko otworzyć, rozejrzeć się i sprawdzić, czy jest gdzieś jakaś woda, żeby ugasić ten pożar.

 

 

I co pani zrobiła?

 

Ogarnęłam, co się dało. Poszłam do adwokata. Napisałam testament. Poszłam do spółdzielni mieszkaniowej dowiedzieć się, czy małoletni dziedziczą; byłam właścicielką mieszkania, a córka miała 6 lat.

 

 

Powiedziała pani komuś?

 

Tylko kilku osobom, przy czym parę moich przyjaciółek wybuchło śmiechem. Nie uwierzyły. A jedna się rozpłakała. A potem poszłam walczyć o życie.



Walczyć z lekarzami…

 

Problem polegał na tym, że nie chciano mnie operować. Siedziałam przy stole, naprzeciwko mnie siedmiu lekarzy, którzy mnie przekonywali, że operacji w tym stadium nie opłaca się robić, to nie wskazane, jest za późno. A ja im na to, że trzeba mnie operować, że czas ucieka. Przekonywali mnie, że są inne formy terapii, ale ja nie przyjmowałam tego do wiadomości i odpowiadałam, że o tym porozmawiamy po operacji. Na szczęście miałam w tym szpitalu kolegę, lekarza. To on przekonał pozostałych, żeby mnie operować, choćby to miała być operacja placebo.

 

 

Dzięki uporowi uratowała pani życie.

 

Operacja placebo przemieniła się w prawdziwą. I żyję do dziś.

 

Dodaj do: Facebook Twitter Blip Flaker Pinger Wykop Śledzik

Chcesz wyrazić swoją opinię? Dodaj komentarz

Zasady dodawania komentarzy
Nick/pseudonim: Gość
Chcesz używać stałego nicka? lub Zarejestruj

Pozostało znaków: 5000

Gość  |  2011-03-12 19:31:55 cytuj

Jest Pani naprawdę bardzo mądrą kobietą .Jestem szczęśliwa że mogłam przeczytać tą rozmowę z Panią ,bo dzięki niej utwierdziła mnie Pani w przekonaniu co jest tak naprawdę w życiu ważne .Pozdrawiam Eliza

Zasady dodawania komentarzy Zasady dodawania komentarzy


1. Komentarze mogą dodawać zarówno zalogowani, jak i niezalogowani użytkownicy.

2. Wszystkie komentarze podlegają moderacji. Wpisy naruszające regulamin serwisu zostają usunięte i nie podlegają publikacji w portalu.

Moje kontozwiń

Aby korzystać z Mojego Konta lub zarejestruj!

Newsletter

Zawsze najświeższe informacje! Nowe opinie na interesujące Ciebie tematy. Zapisz się na newsletter.