Aneta Kręglicka nie lubi wracać do czasów, kiedy została miss świata. Mówi, że to dawno przebrzmiała historia. I wręcz wstydzi się, że wzięła udział w tym konkursie. To wcale nie ułatwiło jej życia. Musiała udowadniać, że jest nie tylko ładną blondynką, ale też mądrą i doskonale wykształconą kobietą.
Chodzi o sylwetkę?
Nie, raczej dbam o to, żeby być sprawną. Do urody mam duży dystans, wiem, że czasu nie zatrzymam, to się nie uda. Ale nad sprawnością mogę – i chcę – pracować. Widzę po mojej mamie, że ludzie sprawni są szczęśliwsi, także z biegiem lat. Jeśli tej sprawności brakuje, coś złego dzieje się i z psychiką.
Skoro jest pani tak usportowioną osobą, to na kłopoty z kondycją pewnie nie może pani narzekać. To zresztą było widać w „Tańcu z Gwiazdami” – nie wyglądała pani na zmęczoną…
Ach, „Taniec z Gwiazdami” to była fajna przygoda... Gdybym mogła zawsze tak się sportowo wyżywać, jak podczas tego programu, byłabym przeszczęśliwa. Ruch i wysiłek dają mi mnóstwo radości, sprawiają, że czuję się jak ryba w wodzie. Kochałam te treningi. Mniej lubiłam ten cały blichtr i medialną oprawę. Przy okazji telewizyjnych show jest sporo zamieszania, a ja jestem mało medialna, nie mam do tego charakteru. Natomiast wysiłek, treningi po kilka godzin dziennie sprawiały, że wracałam do domu jak na skrzydłach. Aż szkoda, że nie jestem w stanie się na co dzień zmobilizować do takiego wysiłku. Tak, to była przygoda, której nie żałuję, bo wróciłam do kondycji sprzed lat, poczułam, jakie są moje możliwości. Okazało się, że choć miałam czterdziestkę, szpagat czy inne figury nie były dla mnie problemem. Poczułam swoje ciało, znowu byłam tak elastyczna, sprawna, jak kiedyś.
No właśnie, czterdziestka… Po czterdziestce trzeba bardziej dbać o zdrowie.
Badam się bardzo regularnie – teraz, po czterdziestce, robię to co pół roku: ciśnienie, cholesterol, badanie krwi, badania kobiece – wszystko, co jest wskazane w moim wieku. Ostatnio byłam u bardzo mądrej pani doktor, która interesuje się medycyną przeciwstarzeniową. Poradziła mi, żebym zamiast mammografii robiła regularne USG piersi, a jeśli coś niepokojącego się w nim pojawi, zrobiła rezonans – bo mammografia jest źródłem sporej dawki promieniowania rentgenowskiego. Lubię się też oczyszczać i stosuję różne kuracje oczyszczające, np. wątrobę, a potem przyjmuję specjalne leki, które pomagają jej dobrze pracować. Jestem też „witaminowa” – codziennie przyjmuję kwasy omega itp.
Codziennie garść witamin?
Może nie garść, ale regularnie coś biorę. Łykam też sezonowo preparaty na wzmocnienie i suplementy, wpływające na kondycję włosów, skóry i paznokci. Ale moje prozdrowotne podejście nie kończy się na witaminach, przykładam też wagę do tego, co jem, w jakim rytmie żyję; dbam o ogólną higienę życia. Staram się pod kątem zdrowia spoglądać na całość, zwracam też na to uwagę przy wychowywaniu dziecka – chciałabym, żeby mój syn wyniósł z domu zdrowe zasady, które zaprocentują w przyszłości.
A zastanawiała się już pani nad hormonalną terapią zastępczą?
Dobre pytanie, bo właśnie to przeżywam: jestem na etapie wszelkich badań hormonalnych i przygotowywania się do tej życiowej zmiany. Byłam u wielu endokrynologów i muszę stwierdzić, że trudno jest trafić na mądrego, rozsądnie podchodzącego do tematu i opiekuńczego lekarza. Mnie się udało znaleźć taką panią doktor. Powiem tak – jestem za HTZ. Ale podczas spotkań z endokrynologami i prób hormonalnego ratowania się albo od razu proponowano mi środki antykoncepcyjne, albo hormony syntetyczne, które miały wyregulować moją gospodarkę hormonalną. Tymczasem środki antykoncepcyjne niczego mi nie uregulowały, a syntetyków nie wykupiłam, bo już trzymając w dłoni receptę poczułam, że psychicznie je odrzucam.
I co będzie?
Jestem zdecydowana na hormony, ale chciałabym brać hormony naturalne, biohormony. W Polsce nie są jeszcze dostępne, ale na świecie kobiety już je zażywają. Same środki przeszły bardzo wnikliwe testy, więc są bezpieczne, a i kobiety zanim zaczną kurację, przechodzą szczegółowe badania hormonalne – tylko nie z krwi, tak, jak u nas, ale z wymazu. Polki wierzą w badania krwi, podczas gdy powinno się robić jednak badania z wymazu, pobranego w ściśle określonym czasie. Na Zachodzie uważa się, że takie badania są bardziej wymierne.
A upływ czasu – nie obawia się go pani? W końcu bycie piękną to część pani pracy zawodowej…
W pracy zawodowej na co dzień uroda czy jej brak nie mają znaczenia, liczy się pomysłowość, profesjonalizm i dobry kontakt z ludźmi.
Gość | 2011-05-12 20:08:33 cytuj
Piękna i na dodatek mądra kobieta. Rzadki okaz
Aby korzystać z Mojego Konta zaloguj się lub zarejestruj!
Zawsze najświeższe informacje! Nowe opinie na interesujące Ciebie tematy. Zapisz się na newsletter.