Portal Świat Zdrowia:
| Rejestracja

Sekcje tematyczne

  Świat Zdrowia
Świat Kardiologii i Diabetologii
Kardiologia
Diabetologia
Opublikowany: 2010-03-26
Kategoria: Styl życia
BOGINIE EKRANU. GWIAZDY KINA, O KTÓRYCH NIE ZAPOMINAMY
Renata Głuszek
Aktualnie czytasz: BOGINIE EKRANU. GWIAZDY KINA, O KTÓRYCH NIE ZAPOMINAMY
Koński ogon Brigitte Bardot

Od początku istnienia kina opromieniały je swoim blaskiem i urodą. Bez nich byłoby ono jak niebo bez gwiazd.

BOGINIE EKRANU. GWIAZDY KINA, O KTÓRYCH NIE ZAPOMINAMY

Gdyby dokładnie przeanalizować filmy, okazałoby się, że w zdecydowanej większości z nich kobieta jest tylko dodatkiem do mężczyzny, a obrazy typowo babskie, jak „Stalowe magnolie” czy „Thelma i Luiza”, należą do rzadkości. Jeśli jednak aktorka odznacza się nieziemską urodą i ma silną osobowość, to właśnie ona króluje na ekranie. Budzi zachwyt i pożądanie, fascynuje, uwodzi, wprawia w drżenie miliony męskich serc. Tak jak Ellis Boyd z filmu „Skazani na Shawshank”, który bez końca mógłby oglądać Ritę Hayworth, gdy pięknym gestem odrzuca w „Gildzie”włosy do tyłu. Scena ta jest więcej warta niż niejeden negliż współczesnej ślicznotki, która pewnie nigdy nie zrozumie fenomenu filmowej bogini. Współczesne królowe ekranu może i są gwiazdami, ale trudno nazwać je boginiami.



Fenomen bogini

 

Aby zawładnąć masową wyobraźnią, nie wystarczyło być piękną, trzeba było mieć jeszcze w sobie to „coś”, co wyróżniało z tłumu śmiertelniczek. Zmysłowy głos, seksapil, umiejętność kuszenia i uwodzenia, zagadkowość. A jeśli było się w typie bardziej ziemskiej kobiety, pomagała inteligencja i celne powiedzonka. Druga rzecz wiązała się z tym, że gdy w latach 30. po 60. obowiązywał w USA restrykcyjny Kodeks Haysa, zabraniający pokazywania w kinie niemoralnych scen, kobieta musiała w celach kusicielskich używać bardziej wyrafinowanych środków. Dość przytoczyć przykład zsuwania rękawiczek przez Hayworth, który to widok ówcześnie rozpalał męskie żądze do białości!

 

Kolejnym elementem był tzw. system gwiazd w Hollywood, który polegał na tworzeniu i lansowaniu aktorek przez wielkie wytwórnie. Obiecującym wymyślano nowe biografie, zmieniano nazwiska i wygląd, pilnowano ich moralności (skandale były wykluczone!) i dbano o promocję. Obowiązywała przy tym reguła, że kobieta nie mogła pokazywać się bez makijażu i musiała nosić wykwintne stroje. Czyż można się dziwić, że w niczym nie przypominała zwykłej śmiertelniczki?



W panteonie Hollywood

 

Galeria filmowych bogiń jest obszerna, a prawie każda, niezależnie od dorobku filmowego, urody i umiejętności aktorskich, wyróżniła się lub zasłużyła dla kina czymś specjalnym. Zapomniana już dziś Theda Bara, gwiazda filmu niemego, podkreślała na czarno oczy, stylizując się na egipską księżniczkę i tworząc tym legendę orientalnego pochodzenia – można ją uznać za prekursorkę autokreacji. Inna gwiazda kina niemego, złotowłosa Mary Pickford, stworzyła typ niewinnego aniołka, prywatnie okazując się niezłą bizneswoman (otrzymywała gaże wyższe od gaży gwiazd płci męskiej, współzałożyła wytwórnię United Artists). Jean Harlow wylansowała modę na platynowy blond.

 

Boska Greta Garbo przeszła do historii dzięki umiejętności rzucania ludzi do swych stóp samym tylko spojrzeniem, a jej charakterystyczny ruch odrzucania do tyłu głowy w czasie pocałunku naśladowały inne gwiazdy. Marlena Dietrich opracowała zniewalające spojrzenie spod wpółopuszczonych powiek i pokazała, jak prezentować nieskromnie odsłonięte nogi w pończochach. Rita Hayworth nauczyła kobiety zdejmować rękawiczki, Katherine Hepburn – zakładać spodnie, a Audrey Hepburn, niedościgniona pod względem stylu i elegancji – nosić kapelusze. A nasza rodaczka Pola Negri pokazała, jak podnosić woalkę.

 

Obdarzona bujnymi kształtami i ciętym dowcipem Mae West zasłynęła błyskotliwymi stwierdzeniami, np. że „najpiękniejszą linią łączącą dwa punkty jest linia falista”. O oczach Betty Davis śpiewa się piosenki, w Marilyn Monroe podziwia typowe dla niej kołysanie biodrami i ugruntowanie poglądu, że mężczyźni wolą blondynki. Elizabeth Taylor dzierży prym w dziedzinie zjawiskowego wkraczania na scenę – jej wjazdu do Rzymu na wielkim sfinksie nie przebiła żadna inna aktorka. A Grace Kelly małżeństwem z księciem Monako udowodniła, że książę i aktoreczka mogą być parą nie tylko w filmie.

 

System gwiazd załamał się w latach 60., co doprowadziło także do zaniku filmowych bogiń. (Te, które przetrwały, zachowały jednak atrybuty boskości, co doskonale pokazała Gloria Swanson w „Bulwarze Zachodzącego Słońca”.) Od tej pory królowe ekranu świeciły już bardziej ziemskim światłem.

Dodaj do: Facebook Twitter Blip Flaker Pinger Wykop Śledzik

Chcesz wyrazić swoją opinię? Dodaj komentarz

Zasady dodawania komentarzy
Nick/pseudonim: Gość
Chcesz używać stałego nicka? lub Zarejestruj

Pozostało znaków: 5000

Zasady dodawania komentarzy Zasady dodawania komentarzy


1. Komentarze mogą dodawać zarówno zalogowani, jak i niezalogowani użytkownicy.

2. Wszystkie komentarze podlegają moderacji. Wpisy naruszające regulamin serwisu zostają usunięte i nie podlegają publikacji w portalu.

Moje kontozwiń

Aby korzystać z Mojego Konta lub zarejestruj!

Newsletter

Zawsze najświeższe informacje! Nowe opinie na interesujące Ciebie tematy. Zapisz się na newsletter.